Pobieramy się!
17|07|2026
„Jeśli będzie Ci dane żyć sto lat, to ja chciałbym żyć sto lat minus jeden dzień, abym nie musiał żyć ani jednego dnia bez Ciebie”.
– A. A. Milne „Kubuś Puchatek”
DO naszego ślubu zostało:
Nasza historia
Początek…
Pewnego wiosennego dnia, pewna dziewczyna postanowiła pójść na spacer. Gdy szła przez łąki, zauważyła pasące się konie. Postanowiła nawiązać więź z jednym z nich. Była to Florka. Dziewczyna przychodziła do niej, dawała smakołyki i pewnego dnia stwierdziła, że znają się na tyle dobrze, że może wejść na jej grzbiet. Spędzając z nią czas, myślała o tym, że niemożliwe było, aby taka więź powstała bez powodu. Postanowiła więc, że będzie do niej przychodzić regularnie. Czuła, że to jest coś wyjątkowego. Tylko jeszcze nie wiedziała co.
Gdy tak mijały dni, miesiące, ona nadal przychodziła. Plotła Florce warkocze, dawała smakołyki, leżała na jej grzbiecie, gdy ta przechadzała się po łąkach. Przychodziła i czekała. Na co? Nie wiedziała. Do czasu. Do czasu aż pojawił się on. Mężczyzna, który zmienił całe jej życie. On jeszcze nie wiedział, że naprawi jej świat. Ona nie wiedziała, że wywróci jego życie o 180 stopni. W momencie, w którym ją zobaczył, w jego brzuchu pojawiło się dotąd nieznane mu uczucie. Motyle. Nigdy nie sądził, że ktoś będzie dla niego tyle znaczył. Nie przypuszczał, że tak bardzo będzie mu na kimś zależało. Chłopak zebrał się na odwagę i podszedł do dziewczyny. Gdy zobaczył jej spojrzenie, od razu się w nim zatracił. Zakochał się od pierwszego wejrzenia.
W tamtym momencie, dziewczyna wiedziała już, na co czekała cały ten czas. Czekała na kogoś, kto pokocha ją bezwarunkowo. Tak na całe życie. Na kogoś, kto wypełni drugą połówkę jej serca. Na tego jedynego. Oboje wiedzieli, że to przeznaczenie. Wiedzieli, że tego właśnie szukali, że tego potrzebowali.
Tak rozpoczął się pierwszy rozdział ich wspólnej księgi. Właśnie tak. Subtelnie. Trochę nieśmiało…
Z pięknym początkiem.
A co z pierwszą randką?
Nasze pierwsze randki, nie do końca była randkami. Odbywały się na łące. Chowaliśmy się za koniem, aby nikt nie zauważył, że się wymykamy i że spędzamy ze sobą czas. Tam śmialiśmy się, przytulaliśmy czy nawet zebraliśmy na odwagę, aby dać sobie całusa w usta. Nasze brzuchy wypełniały motyle, które jeszcze nie wiedziały, że przerodzą się w coś tak poważnego i tak pięknego. W całe nasze życie.
Zaręczyny!
Prawie dwa lata temu, pewien wspaniały człowiek postanowił zabrać swoją ukochaną w tajemniczą podróż. Spakował walizki, kupił bilety i obudził ją rano słowami „kochanie, wyjeżdżamy”. Wyruszyli na lotnisko, spędzili parę godzin w samolocie, a on podczas całej podróży, utrzymywał ją w niepewności. Gdy wyszła z samolotu, zorientowała się, że ukochany zabrał ją na Cypr. Spędzili tam parę cudownych dni, podróżując po całej wyspie i zwiedzając wspólnie różne miejsca. Pewnego pięknego wieczoru, on zabrał ją na cichą, piękną plażę. Taką z kamienistym mostkiem wyrzeźbionym przez wodę, prywatną zatoczką i… romantycznym zachodem słońca. Usiadł z nią na kocyku i razem obejrzeli zachód. Niebo mieniło się w kolorach czerwieni i pomarańczy. Siedzieli wtuleni w siebie, rozkoszując się chwilą i zapierającymi dech w piersiach widokami. W pewnym momencie do jego oczu zaczęły napływać łzy. Wstał wraz z nią i trzymając ją za ręce, zaczął mówić czułe słówka. Mówił o tym dlaczego ją pokochał, mówił o wspólnej przyszłości i o tym jak bardzo jest z nią szczęśliwy. Łzy leciały im obojgu ze wzruszenia. On nagle klęknął na prawe kolano i bojąc się odpowiedzi zadał jej to jedno, najważniejsze pytanie ,,Czy uczynisz mnie najszczęśliwszym mężczyzną na ziemii i spędzisz ze mną resztę życia jako moja żona?”. Ona od razu uklęknęła przy nim przytulając go i odpowiadając ,,Tak, tak, tak!” Od właśnie tych słów, zaczął się kolejny rozdział ich wspólnego życia.